Kontakt: robotkowa_seremity@WYTNIJ_TOtlen.pl

22 stycznia 2010

Czarna kamizelka

Jak już pisałam biały sweter zniechęcił mnie do moheru oraz drutów i postanowiłam zrobić coś na szydełku. Ponieważ nie chciało mi się szukać włóczki zaś czarny akryl, który otrzymałam na Szarotkowych Mikołajkach był na wierzchu (bo nie zdążyłam go jeszcze schować) to zaczęłam coś z niego robić.
Pierwszy pomysł nie wypalił, do wybranego wzoru z japońskiej gazetki potrzebna by była sporo cieńsza nitka, ale nie zrażałam się (sama nie wiem czemu) i zaczęłam wymyślić coś innego. W końcu stanęło na wzorze z "1000 splotów na drutach i szydełkiem" (swoją drogą świetna książka dla osób, które robić już potrafią: bardzo wiele ciekawych wzorów).

Robiłam na okrągło modelując talię zmianą rozmiaru szydełka (5 4,5 i 4 mm), wyszło mi 200 g tego akrylu (czyli połowa) i zajęło mi to 3 dni, więc kamizelka już od połowy grudnia czekała na swoją prezentację ;)
Robienie czarnego nie było super fajne, ale nie mam porównania do robienia z Luny ;) Kamizelka mi się podoba. Ma tylko jedną wadę: wszystko ją obłazi... no ale jak podobno to taki urok czarnych rzeczy...

Kamizelka ta zapoczątkowała u mnie kamizelkową serię, więc ciąg dalszy nastąpi ;)

20 stycznia 2010

Kolejny rekord niepisania...

...pobiłam.
W sumie to nie wiem czemu... Nawet mam parę rzeczy do pokazania tylko jakoś nie miałam nastroju na pisanie :(
Po niepowodzeniu ze swetrem z poprzedniego wpisu zniechęciłam się do moheru i drutów, a że jeszcze na grudniowym spotkaniu przypomniano mi, że "ja to szydełkowa jestem" przerzuciłam się więc na szydełko. Dwie kamizelki od tamtego czasu nawet skończyłam, ale o nich będzie w kolejnych wpisach, a teraz trochę innego typu zaległości oraz aktualności dla kontrastu.

Dawno dawno temu od Splocika dostałam wyróżnienie:

za które bardzo dziękuję :)
Nie pochwaliłam się od razu, bo miałam problem z wyborem osób, dla których mam to wyróżnienie przekazać... a że nadal nie mam weny na dokonywanie tak skomplikowanych wyborów to przekazuje je po prostu wszystkim blogom robótkowym, które mam w zakładkach :D

Jeżeli chodzi o pytanie dotyczące ażurowego wzoru, którym robiłam sweter z poprzedniego wpisu to był to Maailma ilusaim sallikiri ze strony 174 książki Haapsalu sall, który można znaleźć tutaj.

To byłoby na tyle jeżeli chodzi o dawne zaległości (niedawne będą w kolejnych wpisach) i czas na przejście do aktualności.

Zaczęłam ostatnio robić kolejną kamizelkę z akrylu. Myślałam, że będzie mi szła dość wolno i zdążę pojechać po więcej włóczki do domu (w Wawie miałam jakieś 100g) zanim mi się to co mam skończy... jednak poszło mi niespodziewanie szybko i wczoraj wykończyłam wszystko co tu miałam... obecnie zaczątek kamizelki wygląda tak:

zaś sam motyw tak:

robię na okrągło (bardzo mi ta metoda pasuje) i są to elementy w rzędach... dobrze chociaż że nitka skończyła mi się praktycznie równo z końcem rzędu, bo inaczej zgrzytałabym zębami, że muszę na jakiś mały kawałeczek nitkę dorabiać, a tak nie jest źle ;)

Skoro fioletowej kamizelki nie dało się kontynuować to wczoraj zaczęłam kolejną - tym razem jasno morelową. Oczywiście znów na okrągło, ale już nie z elementów tylko normalnym, uczciwym ściegiem (notabene banalnie prostym) i mam już pomysł na 2 kolejne kamizelki, ciekawe jak mi będzie szło...

10 grudnia 2009

Sweter a może kamizelka?

Ale dawno nic nie pisałam... szczerze to myślałam, że nie aż tak dawano... Jakoś ostatnio miałam strasznie zakręcone kilka tygodni i nawet nie bardzo czas na robótkowanie. Dopiero tydzień temu jakoś przycichło i 1 grudnia zaczęłam robić sweter.
Jakoś od początku on mnie nie lubił... zaczynałam go 3(!) razy. Najpierw okazało się, że to że robię na okrągło nie zwalnia mnie z konieczności dodania dodatkowych oczek brzegów, potem (a czemu nie mogłam za pierwszym razem?!) doszłam do tego, że wychodzi mi zdecydowanie za szeroko, więc zmniejszyłam liczbę motywów, a na końcu okazało się, że i tak za szerokie mi toto (kadłub) wyszło... Znaczy da się to naciągnąć i uzyskać pożądany wymiar (węższy a dłuższy), ale ja bym chciała, aby to samo z siebie takie było...

W poniedziałek dzielnie zaczęłam rękawy, ale te dla odmiany zaczęły mi wychodzić na wąskie, swierdziłam więc, że mam dość! Dość drutów, dość moheru (Mohair Extra Aniluxu 60% mohair, 20% acrylic, 20% polyester) i zaczęłam robić coś na szydełku z otrzymanego w ramach Szarotkowych mikołajek czarnego akrylu.
Do swetra wrócę albo nie... jak za długo nie, to będzie kamizelka zamiast swetra... Tak jeszcze dla ścisłości to nie jest tak, że ja nie robiłam próbek, robiłam, tylko jak chyba nie umiem równo robić na moherze, bo to chyba nawet nie chodzi o robienie na drutach, bo na szydełku jak pokazuje czarny szal też nie umiem... ciekawe czy się kiedyś nauczę? Może tak, bo chyba mam pomysł co robię źle ;)
I tym optymistycznym akcentem kończę i idę sobie poczytać "Świat finansiery" Pratchetta

19 listopada 2009

Czarny wieczorowy szal

U mnie chwilowo robótkowa posucha, więc może jest to dobry moment na prezentację zaległego szala.


Wzór widać lepiej na początkowym fragmencie:

Skończyłam go już w sierpniu, ale jakoś nie mogłam się zebrać do zrobienia zdjęć i napisania notki. Szal jest oczywiście spapugowany z Dagny, choć ze względu na moją ślepotę środkowa część motywu składa się z 4 słupków łączonych razem a nie 3 jak w oryginale, ponieważ jednak zauważyłam ten fakt po zrobieniu już kilku motywów na wysokość to musiałam tak kontynuować, bo sprucie tego graniczyłoby z cudem. Dagny robiła swój 2 dni, ja mój prawie rok, bo zaczęłam go we wrześniu poprzedniego roku. Żeby było śmieszniej zaczęłam go robić, bo potrzebowałam czegoś na wyjście do filharmonii i stwierdziłam, że skoro Dagny zrobiła go w 2 dni, to ja zdążę w 4... taaak, no w 8 to bym zdążyła, ale potem straciłam motywację i stąd ten rok wynikł.
Szal zrobiony jest z 2 motków czarnej Luny z metaliczną nitką i po zrobieniu go wiem jedno: nigdy więcej takiej włóczki na szydełko - część metaliczna żyła własnym życiem i robienie z tego było po prostu straszne :/
Przy okazji tego szala przekonałam się też jak różnie mogę robić mimo braku zmiany włóczki i szydełka... pierwsza połowa szal powstała w 4 dni, a potem nastąpiła bardzo długa przerwa... efekt jest taki:

Z jednej strony szal jest zdecydowanie szerszy niż z drugiej (choć niczego poza sposobem robienia nie zmieniłam), ale kto by się przejmował, na ludziu (przynajmniej za bardzo) nie widać ;)

11 listopada 2009

Rekonwalescencja

Nie pisałam poprzednim razem, ale 29 znów spadłam z grafiku :/ przyjęli mnie dopiero 3 wieczorem, zaś w środę koło południa miałam zabieg. Dochodzę do wniosku, że ja zdecydowanie nie lubię ogólnego znieczulenia, gardło po nim przez pierwszy dzień bolało mnie chyba bardziej niż miejsca po zębach... W piątek wróciłam do domu no i powoli dochodzę do siebie, jednak szczerze wyznam, że nie spodziewałam się, że to dochodzenie będzie tak długo trwać i tak boleć. No przecież tylko usunęli mi 3 zęby... taaa... zdecydowanie za optymistycznie podchodziłam do tego przed zabiegiem, choć może to i dobrze, bo jakbym wiedziała jak to będzie naprawdę to nie wiem czy bym się zdecydowała...
No, ale dość tego użalania się nad sobą, czas coś pokazać. Nie będzie tego dużo, bo z powodu nie najlepszego samopoczucia robienie mi za bardzo nie szło, no ale zawsze coś :)
Najpierw kartki z wcześniej prezentowanych motywów:
mój faworyt:

słoniowa:

dystyngowana:

świąteczna:

no i do kosza (najprawdopodobniej za dużo kleju i cała jest strasznie pofalowana buuu):


A teraz nowe motywy od razu przerobione na kartki:



Napisy to takie specjalne nalepki - stickersy (swoją drogą jak Wy to robicie, że wam one nie przyklejają się krzywo?). Wszystkie motywy są przyklejone na złożony biały karton (blok techniczny), tylko w przypadku róży, słonia do kosza i koni brzegi 1 strony kartonu są obklejone samoprzylepnym papierem kolorowym (tak, aby po przyklejeniu motywu nie było widać kartonu). Niebieski, który widać wokół pozostałych kartek to tylko tło do robienia skanu, nie jest częścią kartki.
Zrobienie tych 7 kartek (bez haftowania motywów) zajęło mi cały wczorajszy dzień (zaś wycięcie tylu co widać brzegów stępiło nożyczki za 10 zł)! I zdecydowanie nie jest to moja ulubiona czynność... haftowanie jest fajne, ale wykańczanie tego zdecydowanie nie :( Pewnie jeszcze trochę kartek powstanie, a może napiszę lepiej tak, motywów jeszcze trochę powstanie na pewno, a co do kartek to zobaczymy... choć pewnie pewnego pięknego dnia zmuszę się, żeby je wykończyć ;)

02 listopada 2009

Haft matematyczny - kolejna odsłona

Haftuję dalej :)

Na pierwszy ogień poszedł aniołek:

Jakoś nie miałam do niego szczęścia - zaczynałam go 4 razy i za każdym razem nitka była nie taka, w końcu poliestrowy kordonek Altun Basak (Kirlangic) okazał się najlepszy (wyszywa się nim średnio, bo jest strasznie sprężysty, ale za to daje bardzo ładny efekt wizualny). Ale znalezienie odpowiednich nici to był dopiero początek, potem zaczęłam mieć problemy z górną częścią skrzydeł, lewą górną część prułam chyba z 4 razy, aby w końcu porzucić ją na półtora dnia. Tak więc zaczętego przedwczoraj aniołka skończyłam dziś kończąc skrzydło i dorabiając aureolkę.
Przedwczoraj zrobiłam jeszcze śnieżynkę:

Ten wzorek jest w robocie bardzo przyjemny (prawie bezmyślny), więc jedyną małą przeszkadzajką były zastosowane nici (ten sam Kirlangic)

Wczoraj zrobiłam konika (który mi osobiście bardzo się podoba):

Zastosowałam zwykłe nici maszynowe (w aniołku i śnieżynce nie miałam takiej możliwości, bo w domu nie było czystych białych nici o czym boleśnie się przekonałam po zrobieniu ponad połowy spódniczki anioła)

Dzisiaj powstały 2 słonie:


Przy okazji których przekonałam się, że nici maszynowe mają różną grubość (w tym na granatowym tle są cieńsze)
oraz różyczki:

moim zdaniem bardzo ładne, ale moja mama miała problem z rozpoznaniem, że to są różyczki, więc ja nie wiem...

Ciąg dalszy na pewno nastąpi :) No a poza tym mam nadzieję niedługo wziąć się za przerabianie tych motywów na kartki :)

31 października 2009

Relacja ze spotkania kołderkowego

Co prawda obiecywałam dobre zdjęcia, ale niestety będą byle jakie. Koncepcja mi się zmieniła i jednak tego co zrobiłam do Łodzi nie przywiozłam, więc zamiast skanów były zdjęcia.
Ale zacznijmy od początku. W poprzedni weekend w Warszawie odbyło się spotkanie kołderkowe :) Było, jak zwykle, bardzo fajnie :)
Pierwszy dzień i początek drugiego zajęło mi dokończenie poduszki zaczętej na poprzednim spotkaniu (zaczynałam od pikowani po szwach). Więc pracowałam (i jadłam i piłam i plotkowałam, ale z tego zdjęciami chwalić się nie będę ;P):


aż powstała taka oto poduszka (będzie o niej osobny wpis ze zdjęciami detali):

Potem Vella przeprowadziła kursik haftu matematycznego, w jego ramach powstał taki motylek:

później na spotkaniu zrobiłam jeszcze gwiazdkę:

(Oba obrazki zawierają błędy, które zauważyłam już po podklejeniu i które kiedyś zamierzam poprawić)
No i się zaczęło... w poniedziałek i wtorek powstały (trochę monotematycznie, ale posiadałam tylko takie wzory):
kwiatki:



motylek:

motylek cieniowany (robiony w dwie igły, co drugi ścieg jednym, a co drugi drugim kolorem):

motylek z konturem:

motylek metalizowaną nicią (niedokończony, bo zwykła czarna mi nie pasowała, a nic innego nie miałam pod ręką):

Połknęłam bakcyla na całego. Dzięki Velli i forum Kaiem (wątek o hafcie matematycznym), do którego mnie pokierowała, we wzory jestem już bogata - raczej mam problem co wybrać, ale za to (ponieważ siedzę w Łodzi) to nie mam drukarki (rodzicom padła ostatnio) ani zbytniego wyboru nici :( W wydrukowanie kilku wzorów wrobiłam kolegę, no i wyszywam to co mogę... ale o tym może już innym razem ;)

Zdjęcia ze spotkania nie są mojego autorstwa - wzięłam je z galerii forum kołderek i przycięłam, aby prezentowały tylko mnie (lub poduszkę). Mam nadzieję, że autorki nie mają mi tego za złe.

Candy - nietypowa biżuteria z fimo

Marzena organizuje candy - do wygrania nietypowa biżuteria z fimo. Może mi się poszczęści?

26 października 2009

Niebieski sweterek

Właściwie to powinnam zrobić notkę o warszawskim spotkaniu kołderkowym (odbyło się w ostatni weekend), ale najpierw chciałabym zrobić ilustrujące zdjęcia, zaś nie mam do tego światła. W związku z tym będzie o czymś innym ;)
Zaczęłam go jesienią poprzedniego roku, wydłubałam trochę, rzuciłam, zabrałam się za kamizelkę (z tych samych elementów), która stała się tuniką. Potem jakoś wykończyć nie mogłam. Ostatecznie koło września prawie wykończyłam:

Dopiero jak zobaczyłam zdjęcie doszłam do wniosku, że jednak dół też wyrównam i tak znów leżał... w końcu niedawno dokończyłam:

(Zdjęcie bez głowy, bo łapałyśmy z mamą przebłyski dziennego światła i fryz miałam nie teges)
Sweterek robiony z elementów w rzędach szydełkami 3,5; 3,75 i 4 mm i kombinowany bardzo (chyba bym go nie umiała powtórzyć), włóczka do Angora RAM.

Z tej samej sesji przedstawiam jeszcze lepsze zdjęci zielonego poncza:


Poza tym przyszły właśnie do mnie paczka z zamotanego :D
Zamówiona w piątek wieczorem, wysłana w sobotę przyszła dziś! Ula swoją ekspresowością nawet pocztę potrafi zarazić. Po prostu byłam w totalnym szoku, bo nastawiałam się przecież na jutro... Kupiłam trochę resztek DLG... ale ona milutka w dotyku jest... czemu Adriafil przestał ją produkować (ryk) oraz 2 motki turkusowego Zefira i kordonki na frywolitki (choć nie wiem, czy w najbliższym czasie będę je robić, bo na spotkaniu złapałam pewnego bakcyla, ale o tym nie dziś). Zaskoczyło mnie totalnie to, że Zefir był mniej milutki w dotyku niż DLG... ja zawsze myślałam, że wełna gryzie...
Zefir ma już swoje przeznaczenie, będzie z niego India Stole (przepraszam, że link tylko do Ravelry, ale innym nie dysponuje). I to oczywiście znów wszystko przez Dagny, która zrobiła Scheherazade. Ja początkowo napaliłam się także na Scheherazade, ale stwierdziłam, że może na początek poszukam jednak czegoś ładnego, ale darmowego i tak znalazłam India Stole, nota bene w kolejce Dagmary na Ravelry.Scheherazada będzie następna, jeżeli okaże się, że będę nosić ten szal, bo tego pewna nie jestem... mam jednak taką nadzieję, bo w przeciwnym razie nie będe miała co zrobić z DLG (choć może i nawet wtedy coś się dla niej znajdzie).
Wogóle to doszłam ostatnio do podobnych wniosków co Kasia, też nie będę już kupować byle jakich włóczek, bo to nie ma sensu... szkoda tylko, że wcześniej tak dużo tego kupiłam :( Mam nadzieję, że choć część kupionych przez mnie akryli okaże się choć w miarę, bo jednak choć trochę trzeba je wyrobić...
No to się napisałam, teraz pewnie do soboty co najmniej pisać nie będę, bo w czwartek usunięcie ósemek... no chyba że znów mi przełożą... tfu, tfu... mam nadzieję, że nie i będę miała to już za sobą.

17 października 2009

Sweter dla cioci - prawie skończony

Niestety to jest to prawie z tych co robią wielką różnicę...
Generalnie dzisiaj nic mi nie szło: drugi rękaw zrobiłam już wczoraj, na dziś miałam zaplanowane zrobienie drugiej połowy plisy boczno-tylnej (pierwszą połowę także zrobiłam wczoraj), mankiety, wszycie rękawa i zaszywanie nitek oraz przekazanie swetra właścicielce... taaak...
Zaczęłam od dokończenia plisy: położyłam guziki, wymyśliłam ile ma ich być, rozplanowałam sobie jak ma robić i z zapałem przystąpiłam do pracy. Zapał mi minął kiedy odcięłam od plisy nitkę i położyłam sweter na łóżku... zrobiłam dziurki na guziki nie po tej stronie co trzeba :/ Jakbym nie odcięła nitki to może bym pruła, ale tak to stwierdziłam, że to i tak nic nie zmieni, a chociaż będę mogła to porządnie na cioci przymierzyć, bo ze skończenia dzisiaj nici skoro jestem do tyłu o zrobienie 3 rzędów po 200 oczek (plisy boczne i dolną robiłam razem), które wcześniej trzeba jeszcze spruć, złapać i zakończyć...
Jak mi trochę przeszło zabrałam się za robienie mankietów, tu też nie obyło się bez wpadki, ale kosztowała mnie tylko kilka (a nie kilkadziesiąt jak nie więcej) minut. Potem przyszła ciocia, ja zaś wzięłam się za wszywanie rękawa... Żeby było ładnie to wszywane są ściegiem dziewiarskim. Przy wszywaniu pierwszego rękawa nie miałam żadnych problemów, no ale jak dzisiaj pech, to pech... po wszyciu połowy zorientowałam się, że krzywo wszyłam, prucie, po wszyciu całości i zszyciu prawie do końca rękawa zorientowałam się, że znów to samo... nie zauważyłam jeszcze jednego oczka i dlatego nie zorientowałam się wcześniej... wogóle to oczko to zauważyłam w ostatnim momencie przed jeszcze większą katastrofą - wysunęłam mi się z niego nitka zabezpieczająca... niewiele brakowało, a rękawa robiłabym od początku...
W końcu stwierdziłam, że skoro nie jest mi dzisiaj pisane spokojne robienie tego swetra, to zrobię chociaż cioci sesję:

Jak widać to chyba też mi nie było pisane, bo kolory mi wyszły beznadziejne (warunki świetlne takie same jak przy zdjęciach z poprzedniej notki), no ale innych nie będzie.
Niniejszym sweter uważam za zawieszony, jak następnym razem będę w Łodzi to go skończę, obecnie jednak mam go serdecznie dość, trochę za dużo miałam z nim dzisiaj przejść jak na jeden dzień.

15 października 2009

Sweter dla cioci - dalsze postępy

Zaczynam mieć jak mama - ze wszelkich planów nic mi nie wychodzi :( Do Warszawy nie pojechałam, bo się rozchorowałam :( Myślałam, że mama mnie nie zaraziła, ale jednak... generalnie czuję się nie za bardzo, wieczorem to mi się nawet robótkować nie chce :(
Skończyłam rękaw, sprułam kilka motywów i znów zszyłam kamizelkę, wszyłam skończony rękaw, na cioci sweter prezentuje się obecnie tak:

Ciocia jakoś strasznie krzywo stoi, szkoda tylko, że tego nie zauważyłam jak robiłam zdjęcia :/ Trudno się mówi i robi się dalej ;) innych zdjęć nie będzie, bo modelka już uciekła. Przy robieniu zdjęć skończonego swetra (brakuje jeszcze obrębienia boków, dołu i mankietów ryżem, no i oczywiście drugiego rękawa) postaram się zwrócić uwagę na cioci postawę. A kiedy skończę? No zobaczymy...

13 października 2009

Sweter dla cioci - postępy

Wczoraj skończyłam część kamizelkową i 1/3 rękawa.


Niestety bez prucia się nie obejdzie, bo część od podkroju pachy do ramion zrobiłam za długą :/ Zdecydowanie wolę robić na siebie, bo coś z centymetrem dogadać się nie mogę.
Chwilowo sweter cioci zostaje zamrożony, bo jutro jadę do Warszawy. Z wyrywania zębów w tym tygodniu nici, bo mają ostre przypadki, więc mój planowy zabieg uległ przesunięciu na 29... mam nadzieję, że więcej przesuwać nie będą, bo ile razy można przeżywać stres związany z tym, że zaraz będzie operacja...

11 października 2009

Sweter dla cioci

Niespodziewanie dla samej siebie zaczęłam robić sweter dla cioci. Zaczęłam go dlatego, że okazało się, że po tygodniowej przerwie znów będę musiała wrócić do Łodzi i posiedzieć tu co najmniej ponad tydzień (w czwartek idę do szpitala na wyrwanie trzech ósemek, a potem będę robić za niemowlaka mamusi), więc w sumie jest to świetny moment do zrobienia go (bo będę mogła przymierzać) skoro już obiecałam, że zrobię.
Tak więc pojechałam do Warszawy z wymiarami i z duszą na ramieniu zaczęłam w poniedziałek sweter.

Kiedy miałam tyle zaczęłam panikować, bo wydawało mi się, że ten kawałek to jest dobry na mnie, a na ciocię będzie za duży (ciocia jest o 10 cm szczuplejsza ode mnie w biodrach), no ale robiłam dalej z założeniem, że trudno, najwyżej będzie mój.
Po zrobieniu kolejnego kawałka doszłam do wniosku, że chyba jednak jest dobrze, bo na mnie jednak za małe ;) W środę osiągnęłam 36 cm wysokości i stwierdziłam, że trzeba poczekać na przymiarkę, bo ja nie wiem ile jeszcze do pach. W piątek przyjechałam do Łodzi i ciocia miała okazję przymierzać takie oto coś:

W tej chwili mam już prawie całą część kamizelkową, więc najprawdopodobniej jutro będzie kolejna przymiarka (a jak nie jutro to najpóźniej we wtorek), no i zobaczymy, czy będę musiała pruć... mam nadzieję, że mi się upiecze.
Sweter jest robiony (jak zapewne widać) w całości (przody i tył razem) takim wzorem:

Wzór jest bardzo prosty i powstał przypadkiem w sumie z powodu mojej pomyłki w robieniu czegoś innego :)

Chciałam także podziękować Splocikowi za wyróżnienie :

Dziękuję Ci bardzo :)
Chciałabym je przekazać następującym osobom: Dagny, Dziuni, Koroneczce, Mao i Renulkowi :)

Wszystkich czytających poprzez czytnik RSS bardzo przepraszam za dwukrotne edytowanie tego posta - coś dzisiaj mam problem z korektą wstępną :( mam nadzieję, że więcej edycji nie będzie